JESIEŃ W PRADZE MA SMAK BURČÁKU

Nastał czas winobrania i miejskich bachanaliów. Trudno w to uwierzyć, ale gdyby udało się w Pradze, w ostatni weekend, zbadać poziom konsumpcji alkoholu i wyodrębnić rodzaj trunku, który do gardeł trafiał najczęściej, to piwo spadłoby z najwyższego stopnia podium…Rywalizację zdecydowanie zdominował napój zwany burčák. Wino? Młode wino? Kompot z procentami?. Burčák. Po prostu burčák.

Dla nas rzecz raczej nieznana. Rozpoznają go smakosze wina, amatorzy winnych tułaczek np.  na Morawy, mieszkańcy pogranicza rozmiłowani w sprawdzaniu nowalijek z pobliskiego sąsiedztwa. Generalnie jednak reakcja Polaków, którym ostatnio polecałem burčák, była mniej więcej podobna, a sprowadzała się do krótkiego: Co to? Czeskie beaujolais nouveau?   Uproszczenie błędne, ale odwołujące się do jesiennych skojarzeń. Trudno nazwać burčák młodym winem. To moszcz winny, posiadający od 1 do 8 proc. alkoholu, podawany każdego roku miedzy 1 sierpnia a 30 listopada, najczęściej w winiarniach i w czasie festiwali wina. Biały burčák jest dostępny częściej niż ten z czerwonych winogron. Wersja biała przypomina wyglądem i klarownością kompot jabłkowy – mój kolega opisał kiedyś burčák jako kompocik okraszony startą kreda…Słusznie? Burčák nigdy nie smakuje tak samo, trunek wciąż fermentuje, pracuje, a wiec nigdy nie wiemy na jakie stadium i woltaż natrafimy, ale ta niepewność – żaden strach, raczej oczekiwanie na niespodziewane skutki – to ten najprzyjemniejszy element degustacji. Przykład z piątku, kiedy na Placu Pokoju i Jerzego z Podiebradów odbywało się święto wina: Na Jiřáku burčák smakował bardziej plebejsko, był ostrzejszy, wyczuwało się w nim jabłko, był bardziej mętny, zawiesisty, przy tym pienił się przy korku butelki. Można było wyczuć wspomniana kredę. Ten z Míráku był słodszy, delikatniejszy, słabszy pod względem alkoholu, przyjemniejszy, smakował właśnie jak domowy, niedzielny kompot. Miał bardziej pomarańczowa barwę. Burčák inaczej smakuje z plastiku, pity w okolicznościach festynu, na trawie, w parku. Inaczej smakuje ze szkła, w restauracji lub winiarni. Tu szczególnie poleciłbym Grobovkę, park z przepiękna, drewniana wiata, w której mieści się restauracja.  Burčák ze szkła smakował bardziej pożywnie, jakby przelanie go do karafki, w jakiś tajemniczy dla amatora sposób, dodało napojowi głębi.

Ale nie tylko o różne smaki i moce trunku tu chodzi. Burčák to – proszę pozwolić mi tu na quasipoetyckie rozwiniecie mojej ody – smak wczesnej jesieni. Kojarzy się z trwonieniem ciepłych, choć coraz krótszych popołudni, na spacerach po vinohradskich i žižkovskich parkach. Burčák to napój dobry do szwendania się. Przywołuje w głowie tajemnicze powroty przez ciemne ogrody, kiedy człowiek zasiedzi się gdzieś na ławce, zapominając, iż z każdym dniem ściemnia się szybciej. Burčáku pije się dużo i w szybkim tempie. Po pierwszym wychylonym kieliszku lub kubeczku, czeka się przez moment na to jedyne w swoim rodzaju światło pod czaszką, sygnał ze trunek zaczyna działać. Mówi się wtedy: ten jest mocny, mocniejszy!!!. Zawsze się tak mówi, nawet jeśli jeszcze się tego nie czuje. Tak na zaś, chyba żeby z tej radości, że juz go mamy, jakimś sposobem go wzmocnić. Jednym z głównych stereotypów na temat burčáku jest przeświadczenie o tym, iż napój fermentuje dalej w krwioobiegu. Może dlatego tak się go zawsze „wzmacnia” na zapas, ale nawet słabsza partia nie przeszkadza, bo przecież wypije się więcej, dla zrównoważenia. Dużo, szybko, łapczywie. Burčákowe święto wygląda trochę jak ściganie się z niewidzialnym przeciwnikiem. Piątek na Jiřáku. Dochodzi 23.00. Trwa zamykanie kramów. Na dziś koniec, wcześnie, ale wystarczy. Wszyscy i tak pijani. Pod kościołem Najświętszego Serca Jezusowego bardziej zaprawieni wspomagają burčák wódką. Leniwy burdel, jak Czesi mówią na zamieszanie i bałagan. Burčák się skończył, ale nikt nie spieszy się do domu. Zbyt długie kolejki do WC. Sikanie na ściany i parkany.

Wczoraj zabrałem kolegę, który nie miał tyle szczęścia, żeby znaleźć się tu w weekend, na przechadzkę w poszukiwaniu burčáku. O burčák byłem spokojny, wszak widziałem jak przelewają się hektolitry winnego zaczynu. Miało się wrażenie, ze gdyby schylić się do rzeki na Rašinově nábřeží i zaczerpnąć z ciemnej toni, to zamiast wody również otrzymalibyśmy owocowy kompot z prądem. Jiřák był zbiornikiem bez dna, św. Ludmiła na Míráku wyglądała jak latarnia na winnym morzu, która wzywa do portu, na święto. Winiarnie i szynki na Vinohradach – jak gęste archipelagi szczęśliwości i relaksu. Jesienna Praga bez burčáku? Jak zima bez svařaku, a letnie upały bez piwa. Każdy sezon ma swój unikalny smak… Jesień się dzieje, nie wybucha nagle, praska jesień fermentuje w powietrzu parków jak burčák . Wczoraj jednak burčák był dla nas bardziej wymagający. Okazało się, ze nie jest go łatwo znaleźć, kiedy dzień powszedni zmusza ludzi do większej rozwagi? Albo winiarnia była dla nas zbyt ekskluzywna, albo kiedy juz znaleźliśmy sobie dobre miejsce, okazywało się że burčák został wypity. Pętla wokół Vinohradów w zapadającym zmierzchu. Moj kolega z wywieszonym językiem z tylu, ja z przodu na szpicy, jak zwiadowca. Idziemy w szyku aż pod sama Grobovkę. W oddali widzę wiatę, światła, słychać śpiewy. W końcu !!! Burčák odnaleziony!!! – wspomniałem na słodycz trunku w restauracji pod wiata. Jeszcze tylko przeskoczyć mały potoczek. Nie widzimy go w ciemności. Słychać tylko szemranie małego wodospadu. Do mostu docieramy ciemnym, niepewnym przejściem miedzy płotem a kortem tenisowym. Widzę wiatę, widzę ludzi, coraz głośniej słychać śpiewy. O! Jest i orkiestra. Cóż za wspaniale okoliczności na wieczorne posiedzenie przy burčáku. Jeszcze tylko kilka schodków. Moj kolega ożywia się w końcu na ostatniej prostej. Koniec maratonu. Ostatni schodek, za moment skok w prawo i już będziemy zamawiać karafkę. Nagle stajemy jak wryci przed tabliczka z informacją: Wesele. Rezerwacja.
-Zabije Cię – słyszę za plecami.

Moj kolega zapala papierosa, siadamy na schodach. Patrzymy na ciemne Nusle i piętrzące się zabudowania Centrum Kongresowego na Vyšehradzie. Odwracam się na moment, mam wrażenie, ze ktoś nas obserwuje. Za szyba przestronnej salki, przyległej do restauracji, stoi młoda, ładna kobieta w czerni. Patrzy na nas uważnie, przed sobą trzyma stertę ozdobnych pudelek. To pewnie prezenty dla pary młodej. Orkiestra zawodzi cos na piętrze wiaty, całkiem płaczliwie jak na radosne poplumkiwanie kwintetu. Nie znam tej piosenki, choć udaje mi się z zawodzenia wychwycić słowo „kalíšek”…

-Czy to już? – zapytał z przekąsem kolega, kiedy stanęliśmy przy szynku z wywieszonym plakatem informującym o burčáku.
– Chciałbym powiedzieć, że tak, ale zdaje się, ze śnie – odpowiadam. Wchodzimy do środka.
Na filarze zatłoczonej winiarni kartka A4 i wyrok: Burčák się skończył. W desperacji przyskakuję do lady, przerywam starszej barmance jakąś niezwykle ważną rozmowę z 2 klientkami i pytam z niedowierzaniem.
– Skończył się?
– Jeszcze trochę mam…- odburknie kobieta, a ja mam ochotę rzucić się jej na szyje. Idzie na zaplecze do ciemnego pomieszczenia. Z kartonu wyciąga pusta butelkę po wodzie mineralnej i przykłada ją do kraniku ogromnego plastikowego baniaku. Leci? Uzbiera się na butelkę? Burčák pieni się w plastiku. Pytam jeszcze, kiedy juz kończymy transakcję, czy szanowna pani ma tu toaletę.
– Nie, nie mamy – odpowiada – Chłopy szczają na mur, o tu, przy wejściu albo na krawężniki. Dziewczęta kucają przy kratkach ściekowych. Jakoś sobie radzimy tylko trzeba uważać na tramwaje, żeby nas nie rozjechały proszę pana…
Trzymam butelkę w dłoni, dzierżę ją dumnie i mam ochotę odpowiedzieć naszej dobrodziejce w jedyny nasuwający się sposób:
KOCHAM PANIĄ !!!

ps. Burčák z Seifertovej został wypity w Riegráku. Smakował cytrynowo.

FOTO:

travel.webshots.com, drvino.com, prazsky.denik.cz, pragueout.cz,




Odpowiedzi: 3 to “JESIEŃ W PRADZE MA SMAK BURČÁKU”

  1. […] Burčák to niebezpieczny napój! Jeśli chcecie znaleźć dobry burčák w Pradze musicie się postarać! Korzystajcie z tego wpisu, pomóżcie go rozwijać, jeśli nie wiecie o co chodzi przeczytajcie ten tekst: Burčák […]

  2. […] tak: chyba nigdy w żaden tekst nie włożyłem tyle serca pragaprzewodnik.wordpress.com/2010/04/19/jes… #burcak #Praga […]

  3. […] M jak moszcz – wiśniak i burczak w roli głównej. Ale sam moszcz to przecież wyciśnięty sok z owoców. Zamiast coli czy fanty, wypatrujcie w dobrych punktach gastronomicznych właśnie moštów. Pod koniec sierpnia pojawia sie jednak napój, którego każdy miłośnik winogron (i nie tylko) musi spróbować. Hektolitry, dosłownie hektolitry „kompociku z prądem”: https://pragaprzewodnik.wordpress.com/2010/04/19/jesien-w-pradze-ma-smak-burcaku/ […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: