MŁOT NA CZAROWNICE

Mam nadzieje, ze polski czytelnik, po lekturze ostatniej książki Mariusza Szczygla, wie już więcej o specyficznej pozycji katolicyzmu w Czechach i czeskim „życiu bez Boga”. Takie przynajmniej spływają do mnie glosy, a ten temat stanowi tam niejako myśl dominującą. Ja natomiast, wciąż jeszcze rozważając „Zrób sobie raj”, jestem ostatnio pod ogromnym wrażeniem dzieła Otakara Vávry „Młot na czarownice”. Obraz ten, dla czeskiej kinematografii już klasyczny,opowiada o procesach czarownic w Šumperku pod koniec XVII wieku.

Tytuł zaczerpnięto z dzieła dwóch dominikańskich inkwizytorów Jacoba Sprengera i Heinricha Kramera. Ich dzieło „Malleus Maleficarum”,wydane w roku 1487, stanowiło główny podręcznik łowców czarownic. Nie należy przeceniać wpływu tego dzieła, zostało ono bowiem odrzucone już po 3 latach przez samą Inkwizycję, ale bezsprzecznie wskazywało na kobietę jako źródło wszelkiego zła i czarownictwa, kobieta była też obarczona główna odpowiedzialnością za kontakty z diabłem. „Młot na czarownice” inspirował więc całe pokolenia inkwizytorów. Główny inkwizytor z filmu Vávry, przyznaje, że nie przeczytał wielu luminalów, ale za to jeden najważniejszy. „Młot…” właśnie. Czy to nie podobne dzieła studiuje bohaterka „Antychrysta” Larsa von Triera, by w końcowych scenach wyciąć sobie łechtaczkę? Klimat opętania jest tu zresztą podobny. „Łono kobiety jest bramą do piekła, (…) wszystko dzieje się z powodu cielesnej popędliwości, która jest u niej nienasycona” – głosi na wstępie filmu Vávry ukryty w cieniu, tajemniczy mnich, który sam ma wygląd sil nieczystych. Jego słowa przeplatane są scenami z żeńskiej łaźni. Widzimy kobiety wychodzące z kąpieli, wycierające swoje ciała, bawiące się, śmiejące, rozkoszujące kąpielą, nacierające się wonnościami, czeszące długie włosy w asyście służek.

Do północnych Moraw zostaje zaproszony inkwizytor. Może to za dużo powiedziane. W zasadzie to niedouczony prawnik, dawno w stanie spoczynku. Prowadzi własną karczmę i tylko przypadkiem dostaje się z powrotem na szczyt. To trochę taki molierowski typ, łysiejący spryciarz, manipulator, tylko tym razem, patrząc na niego jakoś nie będzie nam do śmiechu. Sprawa zaczyna się niewinnie. Wieśniaczka próbuje wynieść z kościoła hostie. Robi to na prośbę miejscowej zielarki, która doradza by hostie podać krowie, która nie daje mleka. Sytuacja, wynikająca z szarlataństwa i głupoty, staje się dla miejscowych dostojników kościelnych punktem wyjścia do wezwania na pomoc inkwizytora, wspomnianego Bobliga z Edelstadtu. Ten manipulacja i torturami doprowadza kobiety do przyznania się do kontaktów z diabłem. Zostają spalone na stosie. Scena ta, szczególnie zbliżenia twarzy umęczonych, niewinnie ginących kobiet przywodzi na myśl Dreyerowską Joannę d’Arc i pamiętną kreacje Renée Falconetti. To dopiero jednak początek. Boblig, rządny pieniędzy i majątków, kontynuuje prace trybunału inkwizycyjnego, tłumacząc, ze skazane wieśniaczki były tylko znikoma częścią całej grupy ludzi kontaktujących się z Szatanem i złymi duchami, będącą zagrożeniem dla społeczności lokalnej. Jego poczynaniom sekunduje książę i księżna, którzy nie widzą innej drogi w wyplenieniu diabla ze swoich włości. Krąg podejrzanych rozszerza się, Boblig za pomocą wyszukanych tortur zbiera świadectwa jednych przeciw drugim. Atmosfera podejrzeń, w której za obronę heretyków samemu można zostać zaliczonym w ich szeregi, sprawia, ze Bobligowi i jego pomocnikom coraz łatwiej jest łamać ludzi. Tak aż do finału, w którym skonfrontuje wszystkich ze wszystkimi i oskarży ostatniego sprawiedliwego – dziekana Lautnera. Właśnie Lautner, męczony przez Bobliga w końcowej fazie filmu, z broda i długimi włosami, przypomina męczonego Chrystusa.

Na pierwszy rzut oka to film potępiający kościół katolicki, w pełni wypełniający kanon komunistycznej propagandy. Zresztą nie było to wcale aż tak bardzo potrzebne. Katolicyzm był od dawien dawna łączony z fanatyzmem Habsburgów, którzy po zwycięstwie w bitwie na Białej Górze, ostatecznie rozprawili się z protestantyzmem i wyplenili inne wyznania ze swoich ziemi. Prowadzili przy tym drastyczna germanizację. Ich głównym narzędziem rekatolizacyjnym byli jezuici. Barok na zawsze będzie kojarzył się Czechom ze stylem habsburskiej władzy. Komuniści czescy z premedytacją odrzucili w socrealizmie inspiracje barokowe – które przyjęto w innych krajach bloku – a zwrócili się w kierunku renesansu. Czemu w ČR tak popularna jest kremacja? Bo była zabraniana przez katolicyzm, był to kolejny element kojarzący się z uciskiem Habsburgów, a wiec tak gorliwie przyjęty, kiedy I wojna światowa doprowadziła do upadku Austro – Węgier. Mało ludzi wie, ze miejsce na Moście Karola, które teraz zajmuje monument św. Cyryla i Metodego, przynależne było jeszcze w XIX wieku św. Ignacemu Loyoli, założycielowi zakonu Jezuitów. Kiedy w czasie powodzi z 1890, figura spadła do Wełtawy, zdecydowano, że Ignacy nie wróci już na najważniejszy czeski most…Habsburgowie, z rzadko spotykaną w historii skutecznością, obrzydzili Czechom katolicyzm. Przyczyniły się do tego także procesy czarownic, bardzo popularne w tzw. dobie pobiałogórskiej, zwanej też „epoką ciemności”.

Dzieło Vávry trzeba jednak traktować szerzej, w krwawej historii znalazł on bowiem sposób na opisanie brutalnych mechanizmów współczesności, szczególnie okresu stalinowskiego. Spójrzmy także na datę realizacji filmu, jest to rok 1969, a wiec tuż po przerwaniu procesu demokratyzacyjnego i upadku Praskiej Wiosny. Na początku normalizacji, kiedy wraz z klęską powróciły demony z lat 50-tych, oczekiwano powrotu politycznej inkwizycji, wraz z przynależnymi jej pokazowymi procesami. Stad wielka popularność tego filmu. W kilku pierwszych miesiącach zobaczyło go 3 miliony ludzi. Sam Vávra zdradza konkretną inspirację: jest to słynny proces Rudolfa Slánskego i innych działaczy partii, głównie pochodzenia żydowskiego. Chodzi o pokazowy proces z 1952, czystkę partyjną przeprowadzoną z Kremla, która zakończyła się 11 wyrokami śmierci (największa ilość wyroków śmierci w jednym procesie poza ZSRR). W czasie przygotowań do procesu skazani uczyli się na pamięć swoich zeznań. Takie same metody stosuje Boblig w „Młocie…”. „Widziałem w kinie, w prasie jak się Slánský oskarża o rzeczy, których nigdy nie zrobił, prosi o największą karę, karę śmierci, którą potem otrzymał, to mną głęboko wstrząsnęło. Znalazłem powieść Václava Kaplickégo „Młot na czarownice”,który przedstawił prawdziwe wydarzenia z XVII wieku z północnych Moraw. Tam się stała rzecz podobna, kiedy ludzie przyznawali się, że czarowali, że uczestniczyli w zgromadzeniach czarownic, a nigdy nic takiego nie miało miejsca.” Vávra wraz z zbeletryzowaną wersją procesów, wykorzystał także oryginalne protokoły z procesów w Šumperku i Velkých Losinách, możemy więc jego obraz traktować jako quasi historyczny dokument, oparty na wcześniejszej, wnikliwej pracy w archiwum. O tym jak Vávra mógł być poruszony i zaciekawiony mechanizmami zmieniania świadomości i zmuszania ludzi do świadczenia przeciwko sobie, może także świadczyć fakt, że w roli jednej z ofiar obsadził Jiřinę Štěpničkovą, która była także ofiarą stalinowskich represji. Z kolei role inkwizytora z Edelstadtu gra w filmie Vladimír Šmeral, który znany był ze swojego przywiązania do partii. Widzowie o tym wiedzieli, reagowali więc na to wielopoziomowe dzieło jeszcze silniej, niż mogą reagować współcześni.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: