REPUBLIKA SIĘ ŚMIEJE – o czeskiej kampanii przedwyborczej

Mijam billboardy, oglądam karykatury w czasopismach, czytam gazetki wydawane przez poszczególne sztaby. Staram się w wyobraźni zastąpić twarze najważniejszych czeskich polityków, ich polskimi kolegami. Nie udaje mi się, choć bardzo się staram. To co odbywa się w ostatnich dniach i tygodniach nad Wełtawą przekracza moje wyobrażenia na temat strategii marketingu politycznego. Kupuję najnowszy numer tygodnika „Reflex”, a w nim czytam: humor jako obywatelska samoobrona przeciwko odpychającej kampanii przedwyborczej. To nie tytuł naukowej dysertacji, ale jedyna w mniemaniu dziennikarzy broń opinii publicznej przeciwko politykom i ich doradcom. Klasa polityczna obrzuca się błotem, a Republika śmieje się z niej w najlepsze, wpędzając mnie w coraz większe osłupienie. Skoro Czesi to śmiejące się bestie, to co na to najbardziej wyśmiewany czeski polityk –  Jiří Paroubek?

Jestem przekonany, że w Polsce każdy wytłumaczyłby mi tą kwestię w 30 sekund i jeszcze spojrzał na mnie z politowaniem, bo przecież czeski humor, czeskie podejście do życia, czeski spokój i pogoda ducha, to jedno z najsilniejszych zbiorowych wyobrażeń na temat naszych południowych sąsiadów. Ale co powiedzielibyście na to, gdyby w Polsce sztaby partyjne tworzyły billboardy, które nie promują ich własnych postulatów, ale zupełnie wymyślone, absurdalne obietnice ich przeciwników!? Do walki wyborczej musieli zostać zaprzęgnięci nieźli komicy, skoro ludzie śmieją się w głos, mijając billboard przedstawiający przewodniczącego socjaldemokratów (ČSSD) Jiřego Paroubka, a na nim obietnicę „zlikwidowania rannego wstawania”, albo „ zlikwidowania porannego kaca”. Na innych Paroubek obiecuje lane piwo za 2 korony, przedłużenie weekendu do 5 dni, powrót Elvisa, 60 lat urlopu macierzyńskiego…Na szczycie listy przebojów króluje bez wątpienia obietnica likwidacji wulkanu Eyjafjallajökull, odpowiedzialnego za ostatni paraliż lotniczy Europy…O billboardzie pisała także islandzka prasa.

Nie trudno odgadnąć, kto jest autorem kampanii, wykorzystującej oprócz ulanej twarzy przewodniczącego Paroubka, także pomarańczowy, tradycyjny kolor socjaldemokratów.  „Ja nie wiem. Sam staram się  dowiedzieć przez cały dzień” – tłumaczył rzecznik ODS (Partii Obywatelsko – Demokratycznej) Martin Kupka. Przyznał, że spin doktorzy ODS wymyślili tylko 2 billboardy przeciwko Paroubkowi: „Walczę ze ślimakami, małżami i głowonogami” oraz „Walczę przeciwko opłatom u weterynarza”. ČSSD nie jest jedyną ofiarą antykampanii billboardowej. Dostaje się także ODS. Na jednym z billboardów widzimy byłego premiera i lidera partii Mirka Topolanka. Wzrok polityka jest mętny, jego półotwarte, kaprawe oczy wyglądają tak, jakby po długim posiedzeniu opuszczał właśnie hospodę. Obok napis: „Jestem zmęczonym człowiekiem”. Pytam znajomych: jak to możliwe, że takie ogłoszenia ukazują się bez żadnego problemu? Czesi patrzą na mnie ze zdziwieniem, jakby nie wiedzieli o co mi właściwie chodzi. „W Polsce to niedozwolone?” – kolega odpowiada pytaniem, z wyrazu twarzy wnioskuję, że dla niego moje wątpliwości nie mają sensu. Odpuszczam. Wyobrażam sobie co byłoby, gdyby w Polsce Bronisław Komorowski obiecywał olimpiadę, powrót Abby, zwycięstwo naszych na Wembley…

Wszystkie ręce na pokład, kto żyw do żniw. Trwa festiwal popdziennikarstwa. Każda partia wydaje regularnie własną gazetkę. Nie możemy mówić o organach prasowych, ale o gazetkach właśnie, bo wydawnictwa te bardziej przypominają reklamy z supermarketów, niż poważną prasę. Taka też jest forma i treść. Pstrokatość, edytorska nachalność, agresywność i krzykliwość przy której szczekanie bulwarówek to pisk zagubionego szczenięcia. Ktoś kto wypuścił „Własne oczy – czasopismo, które powinno wam otworzyć oczy” (przeciwko partii Radka Johna Vĕcí veřejné (Sprawy publiczne)) bez pardonu przedrukowuje „Blesk”. Widzimy artykuły z największej bulwarówki, mutacji niemieckiego „Bilda” z informacjami o rzekomych przekrętach Johna w prywatnej telewizji. Autor stara się przekonać jego potencjalnych wyborców, że dla lidera Spraw publicznych, polityka to świetnie opłacalny, kolejny interes. Socjaldemokraci, którzy oficjalnie podpisują się pod „Praskimi listami” atakują magistrat Pragi z Pavlem Bemem na czele (ODS). „Policja: w magistracie jak w domu” – na okładce fotomontaż: dwóch antyterrorystów z reklamówkami z Tesco raźnie zmierza do Nowego Ratusza na służbę. Z kolei prezydent Bem broni się w swoim wydawnictwie i drukuje rozmowę sam z sobą.

Poziom dziennikarstwa w każdym z kilkunastu przedwyborczych tytułów jest tak mizerny, że nie mamy wątpliwości, iż do pisania zagoniono wszystkich, którzy potrafią trzymać pióro. Nie zdziwiłbym się, gdyby teksty do ratuszowego magazynu smażyły sekretarki Bema. Partia TOP 09 przygotowała dla wyborców „Praski kurier”. Świeża formacja hrabiego Karla von Schwarzenberga oprócz „Kuriera” wybrała też pracę u podstaw. Głowa potężnej czesko – austriackiej rodziny arystokratycznej jeździ po Republice Czeskiej i spotyka się z wyborcami w hospodach na piwku. Sam hrabia miał powiedzieć w hospodzie w praskich Kunraticach: „Mam bardziej pozytywne związki z domami publicznymi, niż ze Sprawami publicznymi (partia Johna)”. John odpowiedział mu na pewno w swoim magazynie, zatytułowanym „Prażanin”. I tak w kółko. CV niedoszłych, początkujących dziennikarzy zapełniają się pewnie w tych dniach informacjami o niezwykle cennej dla doświadczenia pracy w kampanii przedwyborczej. Gazetki są może i ciekawe dla analityków i znawców marketingu politycznego, ale mniej poręczne niż tradycyjne ulotki, do których przywykłem. Zwoje kolejnych tytułów partyjnych zapełniają skrzynkę pocztową w jeden dzień.

Na czele tego pospolitego ruszenia zdaje się stać zasłużony dla rynku medialnego „Reflex”, który ostatnio obchodził 20-lecie istnienia. Tygodnik, we wspomnianym numerze publikuje najciekawsze karykatury i fotomontaże, które czytelnicy przysyłają do redakcji. „Reflex” potrafi mobilizować. Ich akcja dotycząca aktów, kiedy rozpalili w narodzie czeskim istną manię fotografowania się nago i pokazywania wyników innym, odbiła się szerokim echem i w Polsce. W ostatnich tygodniach na stronie internetowej magazynu dominuje jednak baner zapraszający do „Galerii przedwyborczego humoru.” I w wydaniu papierowym i w galerii na stronie internetowej najwięcej dostaje się Paroubkowi i socjaldemokratom. We wspomnianym przeze mnie numerze otrzymujemy także prezent – polityczny komiks „Papalášovi” z Paroubkiem i jego małżonką Petrą w rolach głównych. „Papaláš” to określenie na funkcjonariusza, urzędnika (pejoratywne), w tym kontekście użyte w formie nazwiska. Jest to na pewno nawiązanie do niepochlebnej nagrody o tej samej nazwie, czegoś w rodzaju politycznej „maliny”, którą jakiś czas temu otrzymał Paroubek. Jego żona Petra, odbierając nagrodę, w zabawny sposób parodiowała hollywoodzkie gwiazdy. Z udawanym wzruszeniem powtarzała: „Naprawdę się tego nie spodziewaliśmy”. Komiks nie dziwi,   „Reflex” już nie raz dobierał się do Paroubków, bądź w uszczypliwych artykułach, bądź w kontrowersyjnych okładkach, by wspomnieć tylko przeróbkę zdjęcia Lennona i Yoko, autorstwa Annie Leibovitz.

Komiks śmieszy, zadziwia trafnością spostrzeżeń i bezkompromisowością, mimo statycznej, minimalistycznej formy. Zaśmiewam się przy niemal każdej części. Uderza mnie tylko brak autora tego udanego dzieła satyrycznego. Jeszcze raz sprawdzam okładkę, potem zaglądam na jej tylną część. W samym rogu znajduję małą adnotację „Kampania ODS”. To tak jakby „Polityka” dodała do numeru komiks autorstwa PO, wyśmiewający lidera Pis-u. Lub odwrotnie. Wiemy, jak by się to zakończyło nad Wisłą.

Z galerii Reflexu: „Wkurwiają Was wasze dzieci? – Głosujcie na ČSSD i Paroubka i zniszczcie im całe życie”. Propozycja billboardu: „Zlikwidujemy korupcję” – na pomarańczowym tle, jeden z głównych kandydatów socjaldemokratów Pecina przykłada sobie do skroni pistolet… „Boże, zabrałeś mi mojego ulubionego piosenkarza Michaela Jacksona…Zabrałeś ulubionego aktora Patricka Swayzie…Boże już Ci mówiłem, że moim ulubionym politykiem jest Jiří Paroubek!”. Walka trwa na całego…Sondaże dają wygraną właśnie socjaldemokratom.

W przedwyborczej gorączce to jednak nie koniec tych cennych momentów zadziwienia, a nawet szoku. Tak, nie przesadzam, bo okazuje się, że najlepsze jeszcze przede mną. W bezpłatnym „Metrze” znajduję bowiem ogłoszenie „Levnych Knih”, a więc czeskiego „Klubu Taniej Książki”. Właśnie pojawia się na rynku kontynuacja trylogii doktora Xaviera Crementa (X.Crement – doktor Gówno), znana pod angielskim tytułem jako „Asshole Trilogy”, w wersji czeskiej można więc mówić o trylogii KOKOTŮ i syndromie KOKOTISMU (kokot = pol. fiut, w wersji polskiej byłaby zapewne „Trylogia fiutów” i „fiucizm”). O co chodzi w tym zabawnym dziele byłego proktologa (sic!, konsekwentna forma autokreacji, skądinąd inteligentnego autora), który postanowił zbadać i opisać główny, patologiczny mechanizm rządzący światem, a więc wspomniany fiucizm, kokocizm, jak kto woli, z punktu widzenia (amatorskiej) psychologii. Krótko: przyczyną naszych nieszczęść są nasze własne neurozy, nie czynniki zewnętrzne. Neurotyka zastąpił X.Crement fiutem – kokotem.  Światem współczesnym więc rządzą fiuty. W zasadzie każdy z nas może stać się fiutem, czasem stajemy się fiutami na jakiś czas. To syndrom chorobowy trawiący współczesny świat, jego instytucje od organizacji politycznych, przez rodziny, wspólnoty, na korporacjach kończąc. Co więcej, fiuty łączą się ze sobą razem i za pomocą tajnego porozumienia rządzą nad światem. To tylko, pewnie krzywdzący dla całego przesłania, skrót podstawowych założeń, bo nie sama treść, ale okładki czeskich wydań X.Crementa szokują najbardziej. Widzimy różowe formy, bez wątpienia kształtem przypominające prącia, które zamiast (posłużę się tu nazwami anatomicznymi) żołędzi, zakończone są głowami czołowych czeskich polityków, z Paroubkiem i Topolankiem na czele. Jest też Zeman, wspomniany wcześniej, kontrowersyjny John, na okładce części trzeciej politycy światowi: Obama, Merkel, Sarkozy i Putin, ale to szokuje jakoś mniej.

Kontaktuję się z Evą Kaiserovą, szefową wydawnictwa „Levné knihy” i piszę jej o moich wątpliwościach i zdziwieniu jakie budzą te odważne publikacje. Mój mail strasznie ją rozbawił, ale odpowiada na poważnie. „Co kraj, to obyczaj. Socjologowie wytłumaczyliby to lepiej niż ja.” – Eva Kaiserová z typowym dystansem odpowiada na moje pytanie o to jak to możliwe, że tu kokocizmy (myślę głównie o okładkach książek X.Crementa) przechodzą, a dla porównania w Polsce byłyby świetną okazją do spotkania się w sądzie. „Kokocizm to szeroko rozszerzona choroba, globalna, dosięga wszystkich ludzi, każdy z nas się czasem zachowuje jak kokot. Jeśli sobie to pan uświadamia, to ok! Politycy są z racji swojego zaangażowania bardziej widoczni, niestety w dużej mierze tracą nad swoim kokocizmem kontrolę. Chcieliśmy im o tym przypomnieć. Jestem ciekawa jaka będzie ich reakcja. Może chociaż niektórzy z nich popatrzą dzięki temu w lustro”. Na reakcje nie trzeba długo czekać, tym bardziej, że politycy nawet nie musieli fatygować się do księgarń. „Niech pan zajrzy do najnowszego „Reflexu”. Jiří X. Doležal rozniósł naszą książkę po centralach partyjnych w Pradze” – kończy Kaiserová. Na zdjęciu w magazynie Doležal – kontrowersyjna gwiazda tygodnika, wypalający podobno 3 gramy trawki dziennie, dumnie prezentuje książkę „Dost było kokotů!” (pierwsza część trylogii) przed wejściem do siedziby komunistów. (Tylko oni nie obawiali się przyjąć „dareček” na spotkaniu twarzą w twarz z prowokatorem). W swojej krótkiej recenzji najnowszej części trylogii X.Crementa, Doležal przytacza definicję fiuta – kokota tyrana: „1) sprawia innym problemy, 2) swoje problemy rozwiązuje poprzez podporządkowanie drugiej osoby i zmuszenie jej do rozwiązania tych problemów, 3) operuje na falowo rozsyłanych dawkach złoszczenia i wygrażania innym…” – „Myślę ,że jest jasne do kogo z naszej sceny politycznej pasuje ta charakterystyka” – konstatuje dziennikarz i chwali komunistów. Ci przynajmniej przyjęli jego podarunek godnie…

W momencie kiedy kończę ten tekst, Ci z Czechów, którzy mają mniejsze poczucie humoru, wybierają właśnie nową władzę. Kto się będzie śmiał bardziej po przeliczeniu głosów?

Paroubek obiecuje 60 lat macierzyńskiego…

NA DACZY: Drogi, dziś jest tak pięknie\Śpiewają ptaki, świeci słoneczko…\…\To moja zasługa.

NA MITINGU: Droga, uśmiechaj się do nich, wiesz, że udaję, że jestem jednym z nich\Wiem, drogi.\…\Już bym siedziała w audicy.

PRZED TELEWIZOREM:Droga, leci hokej.\Aha\To ogląda dużo ludzi\Tak obiecaj im coś, niech na ciebie głosują\Na przykład, że załatwię, że będziemy ogrywać Kanadę\A jak?\Wszystko jedno jak.

OBIAD: Tutaj drogi była cała gęś. Ty ją tak szybko zjadłeś?\Nie była\Tu nigdy nie było żadnej gęsi\W ogóle nie wiem co to jest gęś, nigdy o tym nie słyszałem\Drogi, nie musisz kłamać, nie jesteś w telewizji albo mitingu.

Zlikwiduję islandzki wulkan…

Advertisements

Jedna odpowiedź to “REPUBLIKA SIĘ ŚMIEJE – o czeskiej kampanii przedwyborczej”

  1. […] PS. a o czeskiej kampanii można poczytać także na pragaprzewodnik.wordpress.com […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: