ŚWIĘTO NARODOWE

17 listopada jako przykład obchodzenia przez Czechów święta narodowego sensu largo? Jakże często spotykam Czechów, którzy mówią: „Dnes je nějaký ten svátek”, albo „Zitra se neuvidíme, zitra máme nějaký ten svátek”. Staram się wyobrazić sobie Polaka, który przed 11 listopada powie: „Jutro mamy jakieś święto”…Wiem, że to tylko język, że wszystko to może być tylko hasłem, powiedzonkiem, że to umowne…Ale powodowany doświadczeniem z kilkunastu przeżytych tu różnorakich świąt narodowych, wybrałem się dziś na miasto w poszukiwaniu oznak święta. I już na wstępie zaznaczam: raczej nie opisałbym swojej życiowej postawy jako wybitnie patriotycznej.

Wszyscy wiemy co się stało 17.listopada 1989 – zaczęła się w Pradze Aksamitna rewolucja. Lubimy się szczycić, przynajmniej słyszę to od polskich turystów, że wtedy u nas już prawie pól roku upłynęło od słynnego występu Szczepkowskiej. Ci, którzy ze mną zwiedzali pamiętają zapewne miejsce, gdzie została zatrzymany pochód studentów upamiętniający zamordowanego przez hitlerowców studenta Jana Opletala – na Národní tříde. Za Cafe Louvre, idąc w kierunku Teatru Narodowego przypomina o tym tablica pamiątkowa. Studenci mieli dojść na plac Wacława. Nie udało im się wtedy, w następnych dniach juz się tam dostali, razem z całym narodem. Studenci ruszyli z Albertova. To tam, pod Vyšehradem, gdzie stoi zdewastowana budka telefoniczna, z której w nocy można dzwonić na chybił trafił do zaspanych Prażan.

Wszystko wyglada normalnie, pogoda standardowa. Zimno, wilgotno, mgliście. Tylko Praga już nie wygląda tak samo jak 21 lat temu. Wszystko otwarte – dobrze, przyznaje, mijana przeze mnie drogeria Schlecker na Můstku była zamknięta. Supermarkety pracują normalnie – nie było wczoraj masakrowania się przy kasach – łącznie z tym na Národní tříde, w byłym domu handlowym Maj, na skrzyżowaniu gdzie 17.11.1989 ludzie podnosili do góry nagie ręce przed milicja i krzyczeli, ze są nieuzbrojeni. Rok temu przy okazji 20-lecia obalenia komunizmu czytałem ciekawą pseudopsychoanalityczną analizę rewolucji i jej symboli. Nagie ręce podniesione w geście poddania się uzbrojonym funkcjonariuszom. Autor odczytywał to jako sadomasochizm tłumów, które oddają się dobrowolnie silniejszemu. Blisko tu do skojarzenia samego wydarzenia, symbolizowanego przez aksamit, z Velvet Underground i Lou Reedem, którego bardzo ceni sam Havel. Łapiecie te erotyczne porównania?

Nie wiem jak to będzie wyglądało w tym roku, ale pewnie jeszcze gorzej niż przy okazji okrągłej rocznicy. Wtedy oficjalnych obchodów nie było. Na Národní tříde rozstawiono scenę. Pojawił się Havel. Nie było żadnej pompy, wszystko na spokojnie. Nikt pokroju J.M.Jarre’a nie wpadł żeby robić laserowe show na Moście Karola. Za to dziś, co odczytuje symbolicznie, na koncercie pojawi się Gaga…

Można odnieść wrażenie, ze Czesi nie lubią wspominać i świętować, a może po prostu robią to inaczej, prywatnej. Z resztą zaczynam myśleć, rozmawiając z pewną emerytką, byłą kelnerką w Kavárne Slavia, jeszcze za czasów I Republiki (7 tys. koron z hakiem emerytury), że atmosfera zwycięstwa, miała wystarczająco dużo czasu, żeby się ulotnić. A może żadnej rewolucji nie było, jak powiedział Aleksandrowi Kaczorowskiemu Petr Pithart: „Dziś ludzie są rozczarowani rozwojem wydarzeń po 1989 roku, bo oczekiwali rewolucyjnych zmian. Zapominają, że tu nie było żadnej rewolucji. Byłaby, gdyby wyszli na ulice dwa, trzy lata wcześniej. Tylko że wtedy nie skończyłoby się na dzwonieniu kluczami. W 1989 roku byliśmy ostatni, po Niemcach z NRD, po Bułgarach, na których zawsze spoglądaliśmy z góry, nawet po Albańczykach. Gdyby 17 listopada tajna policja nie urządziła prowokacji z rzekomo zabitym studentem, może czekalibyśmy jeszcze do grudnia, może do stycznia. Przyszliśmy na gotowe. Ale ludzie niechętnie tego słuchają. I dlatego nie chcą wspominać przeszłości. Nawet Praskiej Wiosny.”[1]

Klubokawiarnia „Krásný Ztráty” ozdobiona jest wielkimi fotografiami z czasów rewolucji. Na ścianie, tuz przy wejściu, fotoposter, na którym siedzi Václav Havel. Jakiś Francuz robi sobie z nim zdjęcie. Może to fotka autorstwa Kučery, właśnie otworzono jego autorska wystawę. Autor zasłynął fotografia, na której Havel w czasie listopadowych zajść obejmuje Dubčeka w Teatrze Narodowym. Dzięki Havlovi teatr, ta symboliczna dla Czechów instytucja, odegrała ważną role także i wtedy. To przedstawienie jednak definitywnie się skończyło, aktorzy odeszli na emeryturę. Także i nazwa lokalu – notabene w okolicy Teatru Na Zábradlí – „Piękne straty” wydaje mi się dzisiaj podwójnie symboliczna.

Chodzę po Pradze, spotykam znajomych. Jak na zawołanie, to miasto jest w istocie bardzo małe. Każdego pytam o ich związek z rewolucją. Jechałam z kościoła – słyszę. Albo – byłem za miastem. A wiec to była niedziela? Tak. Pogoda? Taka jak teraz? Było chyba zimniej. Albo podobnie. Jechałam z mama tramwajem i nagle tramwaj się zatrzymał. Czy każdy naród ma taki moment w swojej historii, ze nagle zatrzymuje się tramwaj? Śmiejemy się. No i jechała armatka wodna. Na skrzyżowanie. Przy piwie i fernecie staramy się ustalić jak było. Przypominam sobie jak mi o wszystkim opowiadał jeden Polak, który w tym czasie był na kontrakcie z firmą budowlaną. „Wszyscy stali w środku. Otoczeni z zewnątrz przez kordon milicji. Ci milicjanci chodzili dookoła jak zaprogramowani” – to było juz potem na placu Wacława. Po wszystkim idę się przewietrzyć, na Václavák właśnie. Idę pod konia, orzeźwiany powietrzem wieczoru. Wszystko wygląda tak samo jak w zwykły dzien. Dla gorliwych patriotów ta niezmienność musi być nie do zniesienia, zwłaszcza tu. Ale na Václaváku można się przynajmniej zbliżyć do św. Wacława, mentalnie przytulić się do symbolicznego pomnika, na który ludzie wdrapywali się w czasie rewolucji. Ciężko jest zbliżyć się na podobną odległość do stoczniowych żurawi. Patrzę na to miejsce dziś inaczej. Jestem tu kilka razy w tygodniu, to serce miasta. Dziś jednak, w ten dzień czuję, że nigdzie indziej, nawet w rodzinnym kraju, nie miałem okazji być tak blisko historii. Może to lepiej, że nie widać tu tej celebry, ze nie ma pompatyczności, ze człowiek to święto musi sobie ufundować sam. Ludzie w pracy dostana podwójną stawkę i z własnego doświadczenia wiem, ze z tego rozwiązania są generalnie zadowoleni. Kto wspomni na rewolucje, zrobi to sam z siebie. Może to w tych czasach bardziej autentyczne i może sama walka o to, żeby sobie ze zwykłego dnia uczynić dzień świąteczny, bardziej uszlachetnia?

Praga, 17.11.2010

PHOTO: idnes.cz, visitingprague.org


[1] Aleksander Kaczorowski, Europa z płaskostopiem, Czarne, Wołowiec 2006, s 83

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: