PRASKI SURVIVAL – JAK PRZEŻYĆ W PRASKIEJ HOSPODZIE

Pod złotym tygrysem hospoda hrabal havel praga piwna piwo w pradze piwne zwiedzanie przewodnik po pradze

Zanim pójdziesz w Pradze „na jedno” – przeczytaj, żeby wiedzieć i rozkoszować się złotym trunkiem świadomie. 

Która to już wersja tego piwnego savoir vivre? Sam nie wiem, ale sądzę, że ten tekst wciąż może się wam przydać. Nie prowokuję, nikogo nie staram się pouczać. Kilka poniższych uwag, to wynik kilkuletniego obserwowania – najpierw swoich błędów, potem zachowań turystów z Polski i innych zakątków globu. Nawet najbardziej obyci piwni zawodnicy, globtroterzy, mistrzowie homebrewingu, piwowarscy eksperci, którzy każdego dnia mogliby wydawać o złocistym trunku nie książkę, ale encyklopedię… wszyscy oni na początku nie dają sobie rady z celebrą, rytuałem, zasadami, które panują w czeskich tradycyjnych hospodach.

Jeśli nie jesteś piwoszem, prawdziwa hospoda nie jest raczej miejscem dla ciebie. Restauracja, bar – tam będziesz czuł się lepiej. Jeśli przez cały wieczór wypijasz jedno, maksymalnie dwa piwa, bo więcej nie potrzebujesz – szacunek. Ale wiedz, że dla takich konsumentów są po prostu inne lokale.

Kiedy piszę hospoda, mam na myśli takie praskie miejsca, jak: U Pinkasů, U Zlatého Tygra, Konvikt, U Rudolfina, U Glaubiců, U Hrocha, U Vejvodů, U Černého Vola itd.

piwo pilsner najlepsze piwo w pradze gdzie na piwo w pradze piwny szlak imprezy atrakcje piwna Praga

Po pierwsze – zachować spokój. Ułańską fantazję, gorącą krew – tak przecież potrzebną w wielu innych sytuacjach – zostawiamy przed wejściem do hospody. Musimy być cool, tak jak i nasi współtowarzysze, którzy już siedzą w środku. Tu nikt nie ekscytuje się tym, że za moment walnie kilka piw. Wchodzimy, ale żaden strach! Wkraczamy pewnie, pozdrawiamy. Najlepiej „Dobrý den” lub „Zdravim” rzucić w kierunku baru i nalewaka. Może być to tylko: Dobrejjjj… Żadnych uśmieszków, machania i kocich ruchów z najpopularniejszego video na YouTube. Siadamy przy pierwszej możliwej okazji, raczej nie kręcimy się po całym lokalu w poszukiwaniu miejsca. Słowem: nie robimy niepotrzebnego zamieszania. Dobra rada: znaleźć sobie takie miejsce, żeby dobrze obserwować pracę personelu i zachowanie stałych gości.

Po drugie – język. Wiadomo, nie powinno być problemu z dogadaniem się przy zamawianiu w słowiańskich narzeczach, ale jeśli chcecie zdobyć dodatkowe punkty – teraz jest ten moment! Czesi, co nie jest już wielką tajemnicą, zamawiają piwo poprzez podanie stopniowalności (w skali Plato): proszą o 12-tkę, 10-tkę itp. „Prosím dvanáctku” i pozamiatane, jeśli jesteśmy w lokalu typu pilźnieńskiego, dostaniemy Pilsnera. Gorzej jeżeli to miejsce bardziej zróżnicowane, jeśli chodzi o ofertę piwną. Wtedy trzeba już zrobić rozpoznanie, najlepiej posiłkując się menu, przy wejściu warto też rzucić okiem na nalewak.

Po trzecie – hospodský. Gdyby ktoś wymyślił hospodę w naszych czasach, hospodský zwałby się pewnie menedżerem. To szef, kierownik, najczęściej najstarszy z pracowników. Doświadczenie to podstawa. Hospodský Karel Hulata z „Pod Złotym Tygrysem” pracuje tam od 1976! Dla hospodskiego szacunek podwójny. Z nim się nie zadziera. Hospodský stoi często również za barem, lejąc piwo po mistrzowsku. Jeśli obsługuje was osoba, która mogłaby być waszym dziadkiem – to żaden wstyd! Wręcz przeciwnie. Pracować w gastronomii po 30-tce, jest wstydem chyba już tylko nad Wisłą. Hospodscy, kelnerzy, barmani – to elita. W wielu piwnych miejscach w Pradze odmładza się personel, to fakt, ale wiele z tych osób zostaje na stałe.

piwo piweczko gdzie na piwo w pradze tradacyjne miejsce hospoda gospoda bar atrakcje piwna praga

Po czwarte – štamgast. Stały gość, bywalec. Złośliwi powiedzą, że alkoholik, który przepija całą wypłatę, siedząc w tym samym lokalu, ba, nawet przy tym samym stole od dekad. Bzdura. Štamgast, zna miejsce, personel od lat. Twoja obecność to właśnie jemu przeszkadza najbardziej, bo burzy spokój. Ze stałymi gośćmi uważnie. Zdecydowanie nie wchodzimy w szranki typu: kto więcej wypije. Znacie opowieści o piwoszach, którzy piją ponad 20 piw i spokojnie odchodzą do domu? Te wyniki wcale nie są tak legendarne…

Dlatego żadnego konkurowania. W towarzystwie czeskiego znajomego nie pytajcie też barmana, hospodskiego: czy kolega jest już štamgastem? To go ośmieszy. Na to nie ma zasad. Štamgast zna wszystkich po imieniu, personel jest dla niego często jak rodzina. Barman, hospodský znają zwyczaje štamgasta, na przykład jaki styl nalania lubi; wiedzą, czy jest praworęczny czy leworęczny. Ma to znaczenie przy podaniu kufla – ucho kufla štamgasta zawsze będzie odwrócone w dobrą stronę.

Są miejsca, gdzie kufle štamgastów, którzy odeszli do piwnego nieba, są powieszone za barem jak relikwie. Ktoś dostaje wcześniej piwo, mimo że przyszedł po was: to štamgast. On ma pierwszeństwo. Jeśli w danym miejscu jest bar (kontuar) – nie siadajcie tam. Jest to miejsce w większości przypadków zarezerwowane dla swojaków.

Po piąte – demokracja. Wszyscy mają w d…, skąd pochodzisz, kim jesteś. Masz dyplomy, nie masz… Piwne braterstwo. „Tu jest demokracja!” – wykrzyknął premier Francji Herriot po wizycie u „Tygrysa”. Żadnej agitacji też być nie może. Kiedyś próbował tego Miloš Zeman. Ludzie brali kufle i wychodzili z knajp pić na zewnątrz. Duch braterstwa, ale nie rewolucyjny. Nie podpalamy się, nie intonujemy pieśni, nie wznosimy okrzyków. Sam odważyłem się tylko raz: po śmierci Havla. Jeśli Czesi zaczną śpiewać, to będzie piękny moment. Przy „Ta naše písnička česká” ciary idą po plecach.

Po szóste – napiwek. W hospodzie nie wystaje się z pustym kuflem pod barem. W większości miejsc, które udało mi się odwiedzić przez kilka ostatnich lat, był serwis. Za „kilometry” wykonane między pipą a naszym stołem, należy się podziękowanie. Nie ma zasady procentowej. Napiwek daje się według uznania. 1 korona to nie napiwek. Po zakończeniu konsumpcji czekajcie cierpliwie, aż kelner przyjdzie i podliczy ilość wypitych piw + inne zamówione pozycje. Tu dla stałych bywalców żadne zaskoczenie: personel najczęściej dokona kalkulacji przy pomocy „listka” – kawałka papieru z bloczka, na którym ilość piw zaznacza się kreskami. Papierka nie możecie zgubić. Nie należy też chować go do kieszeni, czy (nawet żartobliwie) zmniejszać ilość kresek. W dobrych miejscach nikt nie będzie wam niczego wciskał i doliczał napiwku bez waszej zgody.

sznyt pilsner w pradze piwo na piwo najlepsze piwo w pradze piwna praga zwiedzanie pragi mikrobrowar

Po siódme – gościnność. Może to zabrzmi radykalnie, ale tu nie funkcjonuje zasada „Klient nasz pan” – to ty przychodzisz do źródła, ty się musisz dostosować.  Nie wymagamy uśmiechu i spoufalania się. Paryski kelner, który potrafi czasami rzucić kawą przez całą kawiarnię, jakoś nie jest krytykowany. Bierze się to za folklor, jego chłód jest jego znakiem firmowym. Ludzie, którzy was obsługują, wiele już widzieli i wiele przeżyli. Trochę pokory nie zaszkodzi, a może umilić wieczór. Jeśli nie chcecie już pić, a piwo wciąż do was spływa bez pytania – nie obruszajcie się, tak być musi. Pragmatyzm – przychodzisz na piwo, nie musisz go zamawiać za każdym razem. Ewentualnie przy zmianie zamówienia. Jeśli nie chcesz pić, wyjmij tekturowy podkładkę spod kufla i połóż ją na naczynie. To znak, że na dzisiaj kończysz.

Dobra rada: zawsze rozkładaj „wafle” pod kufle. Możesz wyręczyć w tym obsługę.

Dobra rada 2: w takich miejscach na koniec wieczoru, zamiast małego piwa lepiej jest zamówić rodzaj „rozchodniaczka” –  czyli šnyt. W jego obronie stawał swego czasu sam Karel Čapek. Jak powinien wyglądać? Rzuć okiem na poprzednią fotkę.

Inne (zamiast zakończenia):

– Tradycyjne miejsca zamykane są zazwyczaj dość szybko, czasem już o 23:00 – respektujemy to.

– Nie przesadzamy z sesją zdjęciową. To nie Zamek Praski.

– Nie krzyczymy, nie machamy w kierunku kelnerów, barmana. Oni sami wiedzą, co mają robić, zresztą to chyba zasada już uniwersalna.

– Korona wciąż jest jedynym obowiązującym środkiem płatniczym w tradycyjnych hospodach, więc nie wypraszamy płatności w euro.

– Nie wysypujemy drobnicy na kontuar, żeby podliczyć środki.

– Zamówione piwo należy dokończyć – to pitny chleb, owoc pracy wielu ludzi.

– Nie zamawiamy wina, coca–coli…to oczywiste.

– W hospodzie nie wbija się zębów w blat, nawet jeśli jest dębowy. W hospodzie się również zajada.

Może o czymś zapomniałem? Piwosze – dorzućcie coś od siebie w komentarzach ! Na zdrowie !

Odpowiedzi: 20 to “PRASKI SURVIVAL – JAK PRZEŻYĆ W PRASKIEJ HOSPODZIE”

  1. Świetny tekst, czytając przeniosłem się myślami do Pragi, do której jest mi zawsze bardzo tęskno.. Zasady jak najbardziej trafne i warte uwagi. U Zlatého Tygra z tego co zauważyłem, obsługa jest dosyć mocno wyczulona na turystów. Kiedy byłem tam pierwszy raz siedzieliśmy na uboczu z grupą znajomych, zachowywaliśmy się uprzejmie, ale mimo to na koniec na rachunku pojawiło się dodatkowe 100 koron. Zapytaliśmy kelnera z czego wynika ta kwota – powiedział, że to doliczone za serwis. Trochę mnie to zdziwiło ale zapłaciliśmy i zostawiliśmy również napiwek.. Równie dziwna sytuacja spotkała mnie U vystrelenyho oka kiedy byłem tam z żoną. Kelner doliczył nam do rachunku jedno piwo za dużo i gdyby nie to, że poznaliśmy tam przesympatycznego Czecha, który siedział z nami przy stole i wyjaśnił tą sytuację z obsługa musielibyśmy za to wirtualne piwo zapłacić… Nie wiem do końca czemu spotykają mnie takie sytuację. Naprawdę staram się być kulturalny i zachowywać się nie jak turysta, a bardziej jak miejscowy. Może taki jest skutek ogólnej opinii o Polakach i turystach, którzy nie potrafią się zachować jak należy.. Niemniej jednak kocham Pragę i gdybym mógł resztę życia spędził bym w praskich gospodach:)

    • Dzięki za miłe słowa. Oczywiście, nie przeczę – takie rzeczy się zdarzają. Ludzie mnie o tym informują, mi się osobiście nigdy nic podobnego nie stało. Może mam szczęście, swoje na pewno robi język. Czy tu chodzi o opinie o Polakach…ja bym powiedział w ten sposób: takie miasta jak Praga – przy takim ruchu turystycznym – kuszą perspektywą szybkiego zarobku – czy to duży zarobek? Nie, ale są tacy, którzy oszukają – wiedząc, że ludzie pewnie i tak nie wrócą. Cierpią na tym wierni piwosze i ludzie, którzy zwiedzają z otwartym sercem, zachowują się godnie i naprawdę chcą poznać zarówno kulturę jak i klimat miejsca. Wciąż jednak zapraszam do Pragi – takich turystów potrzebujemy!

  2. Ja na szczęście też się nie spotkałem osobiście z taką sytuacją doliczania serwisu itp. ale wielokrotnie o takich przypadkach słyszałem. Podczas ostatniego pobytu w Pradze a zarazem U Černého Vola zakupiłem „firmową” koszulkę, którą zresztą na siebie od razu założyłem (były ku temu przesłanki ;-)) i powiem, że po raz pierwszy od kiedy tam bywam kelner się do mnie uśmiechnął przy podliczaniu rachunku😉. Jadąc teraz koszulkę biorę na mur beton😉

  3. Ja bym jeszcze jednak dodał, że warto zacząć biesiadowanie od zamówienia mleka. Świetnie uruchamia kubki smakowe.

  4. Pozwolę sobie wrzucić tekst, który kiedyś popełniłem dla znajomych – może się na coś przyda i choć trochę uzupełni wpis Piotra.

    O zachowaniu przy pivie czyli jak sobie radzić w czeskiej hospodzie.
    Wchodzimy za bardzo się nie rozglądamy szukamy miejsca i siadamy. Oczywiście na wejściu należałoby się przywitać („Dobrý den”, „Zdravim”). Nie podchodzimy do baru nie drepczemy barmanowi koło jego miejsca pracy jakby nam się sikać chciało – na to przyjdzie czas. Znaczy na
    sikanie, nie na dreptanie przy barze. Zasiadamy za stołem / ławą i czekamy aż kelner podejdzie i będziemy u niego mogli złożyć zamówienie na ten niesamowity trunek – czeskie pivo (lub od razu zostaniemy nim uraczeni), którego w Czechach mamy do wyboru około 600 gatunków. W końcu kelner przynosi nam upragnioną, wyczekaną złocistą ciecz w kuflu, który cały ocieka bezcennym napojem. Na naszym stole wraz z piwem pojawia się najzwyklejsza karteczka na której pojawiają się pierwsze kreski postawione przez kelnera. Ilość kresek będzie rosła wraz z ilością dostarczonego nam piva Emotikon wink. I już możemy zanurzyć nasze usta w gęstej pianie. W hospodzie nie zamawiamy herbatki, wina, kofoli, czy tam innej pepsi – to nie to miejsce to nie ten klimat. A poza tym wymienione przeze mnie trunki i tak zapewne będą droższe od naszego długo wyczekiwanego nektaru. Nie oczekujmy, że w czeskiej hospodzie ktoś z obsługi będzie szczerzył do nas zęby. Pivo może przynieść ci naburmuszony starszy kelner stawiając je z hukiem na stole a po powrocie do baru sam uraczy się złocistym trunkiem. W hospodzie nie zamawiamy na wejściu jedzenia po raz kolejny podkreślę – to nie to miejsce !!! Owszem a jakże tu też można się pożywić ale na Boga … to ma być dodatek do naszej chmielowej zupki a nie na odwrót. To nie restauracja to miejsce dla spragnionych, którzy już nie z jednej kadzi „chleb” pili Emotikon wink.
    Pod przyniesiony trunek a w zasadzie kufel w którym ten trunek zostanie ci dostarczony połóż „wafla”. Jeśli jesteś w hospodzie w której z automatu masz dostarczane kolejne kufle złotego nektaru – bo przecież nie przyszedłeś tu zamawiać piva tylko je degustować i delektować się tą
    niepowtarzalną atmosferą to połóż wafel na kuflu. Wtedy kelner podejdzie podliczy postawione przez siebie kreski i nasza przygoda w hospodzie niestety dobiega końca. Wychodząc już nie możemy doczekać się kolejnej wizyty w tym miejscu. Ech … Do następnego razu … Na shledanou.
    Ps.
    I niech komuś nie przyjdzie na myśl zamawianie piva z sokiem, rurką bądź bez piany – bo barman gotów zejść na miejscu.
    by Jacek

  5. A ja dodam, że normalną sytuacją jest to, że ludzie mogą się dosiąść, albo są „dosadzeni” przez obsługę do naszego stołu bo jest wolne miejsce. To normalne i nie oburzajmy się:)

  6. Cenna wskazówka Michał zwłaszcza, że u nas takie dosiadanie jest różnie postrzegane. Pamiętam swój pierwszy pobyt w czeskiej hospodzie i właśnie sytuację którą opisałeś. W pierwszej chwili było zaskoczenie a po chwili tylko przemknęło mi przez głowę: ”…. eeee spoko. W sumie dlaczego nie.’

    • Poznałem tak kiedyś bardzo ciekawego nauczyciela j.czeskiego, który zabrał swojego ucznia – Szwajcara (po lekcji języka) na kontynuację nauki czeskości w praktyce🙂 faktycznie w Polsce to wciąż nie jest normalna sprawa

  7. czechofilia toczy narod. wy chyba nie mieszkacie w pradze😉
    idziesz pijesz, zadna filozofia.

  8. jacekboss1 Says:

    Ciekawe🙂 . Zapewne skupiasz się na Pradze, a znasz Brno? Jeśli tak jakie ciekawe miejsca tam polecasz? Bo w czerwcu do Brna będę jechał uczelniano-służbowo. A byłbym ciekaw, jakie miejsca/knajpy warto zwiedzić🙂 . Pozdrawiam.

  9. Konvikt jedyną miłością🙂

  10. […] U jak uśmiech czeskiego kelnera – chcesz go wywołać w czasie wizytacji tradycyjnego, piwnego miejsca? Przeczytaj TO. […]

  11. […] A skoro przy Hrabalu jesteśmy. Ile to razy w tym roku przeszedłem rozgrzaną Husovą? Św.Idzi w centrum, a w prawym dolnym rogu Złoty Tygrys w porannym słońcu. Firmuje też najbardziej popularny tekst na moim blogu w tym roku. […]

  12. […] PRASKIE MIKROBROWARY? – pełna lista tutaj. Chcesz wiedzieć więcej o piwnej etykiecie? […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: