IT’S ONLY ROCK’N’ROLL ?

historia-czechoslowacja-vaclav-havel-plastic-people-of-the-universe

Mija właśnie 40 lat od procesu, który na zawsze zmienił Czechosłowację.

Długowłosi, kolorowi, głośni. Na scenie wykorzystujący dziwne instrumenty i przedmioty codziennego użytku. W swoich tekstach balansujący między sacrum a profanum, często wulgarni. Szamańscy, sekciarscy, dzicy. Podobnej grupy w Czechosłowacji nigdy nie było. Nie było jej także w całym bloku…

O psychodelicznej czeskiej grupie Plastic People of the Universe można pisać i mówić wiele, ale z pewnością nie to, że byli opozycjonistami. Chcieli tylko grać swoją muzykę. Nie angażowali się w politykę. Nawet aktywnych przeciwników reżimu, takich jak Václav Havel, uważali za część estabilishmentu. Saksofonista „Plasitkowych” Vratislav Brabenec powiedział kiedyś, że powodem, dla którego wzięła się za nich komunistyczna władza, był fakt, iż nie traktowali jej jako partnera.

Zachowywaliśmy się tak, jakby ci bolszewicy w ogóle nie istnieli. To ich oczywiście wkurwiło!

Dla nich reżim nie egzystował, co nie znaczy, że byli poza jego zasięgiem.

*
Grupa powstała w 1968. Jeden z jej założycieli – Milan Hlavsa (zwany Mejlą) – przyznał w rozmowie z Tomaszem Maćkowiakiem (Aleksander Kaczorowski – „Europa z płaskostopiem”), że nie była to reakcja na inwazję Układu Warszawskiego, choć już od miesiąca kraj był okupowany.

Po prostu byliśmy grupą młodych chłopaków, którzy chcieli grać.

Inspiruje ich Velvet Underground, Frank Zappa, Captain Beafheart. Na początku grają covery swoich ulibionych zespołów. Przełom następuje, kiedy grupą zaczyna opiekować się Ivan Jirous (zwany Magorem – Szajbusem). Jirous wciąga do współpracy swojego guru – kontrowersyjnego poetę i filozofa Egona Bondy’ego. „Plastikowi” tworzą własny materiał, wykorzystując jego teksty. Wciąż jest to „tylko rock’n’roll”, choć sytuacja w Czechosłowacji drastycznie się zmienia.

Wraz z postępująca normalizacją, jak nazwano proces odwracania demokratycznych reform (i nastrojów) w Czechosłowacji, pogarszała się sytuacja młodych muzyków. Rozpoczął się proces weryfikacji – tzw. přehrávky – nic innego jak egzamin przed komisją, która decydowała o przydzieleniu zespołom profesjonalnego statusu. Odrzucano zbyt prowokacyjne zachowania, angielskie nazwy zespołów, tych, którzy poszli na współpracę zmuszano do zmiany image’u, czy obcięcia włosów. Plastic People zdecydowali, że nie będą ubiegać się o oficjalny status. Oznaczało to, że nie mogli oczekiwać na żadne wsparcie, oficjalnie grać koncertów, dostawać za nie pieniądze. Nie mówiąc już o nagrywaniu płyt, czy prezentacji w radiu lub telewizji. Nic więcej jeszcze im nie groziło.

**

Na sprzęt pracowali wspólnie, łapiąc się dorywczych prac. Grali po piwiarniach, remizach, na wieczorkach organizowanych przez znajomych. Problem w tym, że te imprezy przyciągały często setki młodych ludzi.

W marcu 1974 doszło to tzw. „budziejowickiej masakry” we wsi Rudolfov, która ostatecznie przekonała „Plastikowych”, że ich działalność jest niebezpieczna nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla innych ludzi. Milicja brutalnie spacyfikowała koncert Plastic People i kilku innych zaprzyjaźnionych grup. Uczestnicy koncertu byli gnani z Rudolfova do Czeskich Budziejowic. Wielu z nich dotkliwie pobito, ogolono. Wiele osób spędziło kilkanaście dni w areszcie.

Władza nie mogła zrozumieć dlaczego z powodu wspólnych zainteresowań muzycznych zjedzie się do jednego miejsca 600 osób z całego kraju? Nie było innego wytłumaczenia jak spisek konspiracyjnej organizacji. By zmobilizować tyle osób, komuniści potrzebowali przecież wysiłku całego aparatu. Członkowie Plastic People wciąż jednak pozostawali na wolności.

***

Kiedy zaczął się pan interesować polityką? – zapytał Maćkowiak Hlavsę.
– Wtedy, kiedy polityka zaczęła się interesować mną – odpowiedział muzyk. Od 1974 roku zespół był pod stałą obserwacją służb bezpieczństwa. Ivan „Magor” Jirous wpadł na pomysł koncertów na zaproszenie, w zamkniętych salach, na weselach fanów Plastic People, imieninach, prywatnych uroczystościach. Zdawało się, że to idealne rozwiązanie. W lutym 1976 roku grupa zagrała na ślubie samego Magora. Władze nie reagowały, ale była to tylko cisza przed burzą. Aresztowania zaczęły się kilka dni po tym wydarzeniu.

Zatrzymano ok. 20 osób związanych z muzycznym podziemiem, w tym członków Plastic People. Wkrótce większość z nich zwolniono z aresztu. Dlaczego? Dla samych muzyków był to nieoczekiwany zwrot. Zarówno Hlavsa, jak i Brabenec są pewni, że przed sądem mieli stanąć przedstawiciele „parszywej” inteligencji. Członkowie undergroundu, którzy należeli do klasy roboczniczej mogli odetchnąć z ulgą. Władze obawiały się komentarzy na Zachodzie.
– Jak to, robotnikom nie pozwalają grać rock’n’rolla? – tłumaczy potencjalne reakcje Brabenec, który nie miał tyle szczęścia, co inni koledzy. Przed sądem stanął on (teolog, profesjonalny muzyk), Ivan Magor Jirous (poeta i teoretyk undergroundu), Svatopluk Karásek (ewangelicki duchowny i bard), oraz Pavel Zajíček (performer i lider zespołu DG 307).

****

Proces rozpoczął się 21.9.1976. Zakończył po 2 dniach. To co najważniejsze stało się poza salą sądową. Od wczesnych godzin rannych do budynku sądu przy Karmelitskiej na praskiej Malej Stranie schodzili się ludzie. Nie tylko fani Plastic People, także ci, którzy nie byli bezpośrednio związani z muzycznym undergroundem, a chcieli okazać wsparcie. Wymagało to sporej odwagi. Przed budynkiem sądu milicjanci (często z psami) kontrolowali dowody osobiste i spisywali personalia wchodzących. Nie wspominając o dziesiątkach agentów służb bezpieczeństwa.

Tuż przed początkiem procesu na wąskich korytarzach kłębiło się ok. 150 osób, wśród nich zagraniczni dziennikarze, przedstawiciele Amnesty International, ale przede wszystkim Václav Havel (ten, którego przy jednym z pierwszych spotkań Magor nazwał „agentem reżimu“). Przyszedł też František Kriegel – bohater, który jako jedyny z czołowych polityków komunistycznych nie podpisał protokołów moskiewskich (de facto stanowiących zgodę na okupację Czechosłowacji).

Do małej sali na ok. 50 osób mozna było wejśc tylko ze specjalnymi „zaproszeniami“. Krewnym każdego z oskarżonych przysługiwały po 2 wejściówki. Resztę zaproszeń przejeli podstawieni agenci StB. Jak to się stało, że Havel wszedł do środka? Pavel Zajíček wspomina, że to jego ojciec przekazał swoją kartę przyszłemu prezydentowi. Nie wiedział jeszcze, że moment ten będzie kluczowy dla historii kraju.

*****

Havel, wraz z żoną Magora Vierą, każdego dnia dokładnie notowali przebieg procesu. Po zakończonych obradach siadali w piwiarni i zapiski dodatkowo redagowali. Havel czuł, że to szczególny, bezprecedensowy proces. Dzięki temu możemy odtworzyć przebieg wydarzeń. 2 pierwsze dni okazały się kompletnym fiaskiem wymiaru sprawiedliwości. Oskarżeni byli spokojni, rzeczowi, przygotowani. Nie udało się ich zdemonizować i ośmieszyć (choć w aktach prokurator zaznaczył „Nie golić! Nie strzyc!“) Powołani świadkowie odwoływali lub zmieniali swoje zeznania. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Brabenec wspomina barmana z jednej z piwiarni, gdzie Plastic People grali koncert. Zapytany o wrażenia z występu odpowiedział:
– To było świetne! Sprzedałem hektolitry piwa i 150 gulaszy!

Przez 2 dni sąd skupiał się na wulgaryzmach, jakie pojawiają sie w tekstach Plastic People i innych zespołów. Dla Havla-dramaturga i specjalisty od językowych kodów – antykodów, musiało być to wspaniałe przedstawienie. Oskarżeni tłumaczyli, że każda „dupa“, czy „gówno“ ma znaczenie literackie i pozwala im dotrzeć do „głębszych warstw myśli“. Ktoś przywołał samego Lenina, który w jednym z listów miał napisać: „Resorty są do dupy!“. Magor, który pochodził ze wsi, powoływał się na wulgaryzmy w ludowych pieśniach.„Byłem świadkiem sytuacji, kiedy cała sala śpiewała z muzykantami np. pieśń „Ja ci go tam wkręcę, ja ci go tam dam…“ Bynajmniej nie chodziło o wkęcanie śrubki lub żarówki…

Kiedy wydawało się, że cała sprawa się rozpłynie, a po sądowych bataliach pozostaną tylko tragikomiczne anegdoty do opowiadania przy piwie, nastąpił dzień trzeci, który potwierdził obawy, że sądzeni artyści juz dawno zostali skazani. Prokurator zwrócił uwagę na długotrwały wpływ Plastic People na młodzież socjalistyczną. Zakłócanie porządku było pojęciem tak szerokim, że mieściły się w nim zarówno wulgaryzmy, jak i nielegalne koncerty. Przytoczono „Sprawozdanie o trzecim odrodzeniu muzycznym w Czechach“ – manifest czeskiego undergroundu napisany przez Magora, powielany i rozdawany w piwiarniach wraz z zaproszeniami na koncerty. Wydźwięk tego mocnego tekstu jest jak najbardziej polityczny i aktualny do dziś. To wezwanie do tworzenia alternatywnych kanałów kultury i swoistej emigracji duchowej, można zastosować w każdym reżimie. Nawet nie sam tekst, ale bezczelność z jaką Magor go propagował, mógł być tu gwoździem do trumny.

Magor został skazany na 1.5 roku, Zajíček na rok. Brabenec i Karásek na 8 miesięcy. Wyprowadzano ich z sądu wśród krzyków i wiwatów ludzi, którzy jeszcze 2 dni wcześniej byli sobie zupełnie obcy. W zagranicznej prasie (od FAZ, Die Zeit, przez Le Figaro, Liberation, na El Pais kończąc) ukażą się relacje z procesu. Wydarzenia nabiorą tempa. Za 3.5 miesiąca od pozornej porażki, Havel i jego przyjaciele upublicznią dokument Karta 77, który stanie się kamieniem węgielnym opozycji antykomunistycznej w Czechłosłowacji. Kiedy muzycy wyjdą z więzienia Havel udostępni im swój domek letniskowy, by urządzili w nim kolejny z szalonych festwiali muzycznych. Kiedy polityka bierze się za underground, underground bierze się za politykę. Bo to nigdy, w żadnym czasie, nie jest tylko rock’n’roll…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: